środa, 12 listopada 2014

You with all of the answers, leave me alone

         No więc obiecany update, albowiem dostałam dłuuugo wyczekiwany list z naszego kochanego Sądu. Nie żadne postanowienie, a list adwokata Młodej do Sądu i do mnie, odrzucający moje zażalenie w dość... ciekawy sposób. 








         Nie kwestionuję tego, że cytowane przez Panią adwokat artykuły ustaw tak właśnie brzmią. Wedle nich każdą taką sprawę można sobie dowolnie zinterpretować i już nigdy w Polsce żaden młodociany przestępca nie musiałby być karany. Problem w tym, że wiele fragmentów jej ambitnego i wzniosłego wywodu to manipulacja lub kłamstwo. Dlatego też na skanach znajdziecie nie tylko cenzurę (a co) ale jeszcze moje komentarze, które przybliżą Wam moją reakcję.

         Z tego, co nie zmieściło się na marginesach, a zawrę w liście z odpowiedzią do Sądu (desperacki ruch już, widać gołym okiem, jak to się skończy):
         - to, o co będę walczyła to nie tylko grosze, jakie Mała dostanie za sprzedane książki. To też suma pieniędzy, które ja mogłabym zarobić, gdybym kiedyś wydała własne słowa (do czego miałabym pełne prawo, oczywiście przerabiając bloga na inne, nie-narutowskie realia), a czego nigdy nie będę mogła zrobić, bo - cóż - ktoś już to wydał i na kartach historii - bez odpowiedniego wyroku Sądu - to Młoda będzie na zawsze autorką tej felernej powieści
         - niejaki brak świadomości, że robi coś złego trochę zaprzeczony podwójną (!) próbą usunięcia mi bloga oraz podpisaniem umowy, której pierwszym punktem było, że nikt inny nie może  mieć praw do choćby fragmenciku tego, co wydadzą (jeśli laska umie pisać, to umie czytać, i na pewno wydawca się jeszcze 3 razy upewnił i przeczytał dziecku umowę na głos, więc zrobiła to absolutnie świadomie, mając nadzieję, że nikt się nie dowie)
         - masa mojej ciężkiej, wieloletniej pracy zniszczona (inaczej produktu finalnego nazwać się nie da, jest gorszy niż blog, a to duże osiągnięcie) i podpisana cudzym nazwiskiem. Ciekawe, co Sąd i Pani adwokat powiedzą na moje życie w społeczeństwie i moje uczucia i moje choroby
      - jeśli mam rozumieć oskarżenia, krzyki i oburzenie jako inną formę przyznania się i przeprosin, to jasne, nastąpiły
         - wspomniane tam, ale jeszcze raz wyjaśnię: przeprosiny na stronie wydawnictwa były w 100% słowami wydawcy, brzmią "Wydawnictwo przeprasza...". Ani Młoda ani Rodzice nie kiwnęli palcem w ich kreowaniu, nie wyrazili na nie zgody, nie skomentowali ich, nie przeprosili mnie słownie, mimiką, śpiewem, migami ani Braille'm, niczym. Naciąganie przeprosin wydawnictwa i ich starań, by sytuację załagodzić pod to, że to Państwo Nieletni się poczuli i ładnie publicznie przeprosili, to czyste chamstwo i/lub brak umiejętności czytania ze zrozumieniem
         - wszyscy powtarzają (wydawca też) że "wydawałam się usatysfakcjonowana". Tak, jak Wam napisałam - walczyłam o wiele więcej i ugrałam jedną rzecz, w dodatku od wydawnictwa, do którego żal miałam mniejszy (przynajmniej wtedy). Państwo Nieletni nie ponieśli żadnych konsekwencji, żadniutkich, i jak ktoś stwierdza, że umie Leithcie czytać w myślach i znalazł tam fakt, że ja na tym pozostanę, powinien iść do lekarza. Btw - jakby Państwo Nieletni i Mała zostali trochę dłużej, a nie wyszli w popłochu z sali (bez "do widzenia"/"przepraszam"/"dziękuję") to by wiedzieli, że zapowiedziałam, że sprawę jeszcze przemyślę, bo to wszystko mi się mocno nie podoba. Nie wiem, jak z rudego, nastroszonego pierza, wkurzonej miny, obnażonych zębów i zmrużonych kocich ślepi można wywnioskować "oh, chyba jest zadowolona", ale widać im się to udało. Ignorance is Bliss. 

       
Edit: Pomoc już mam, radzę sobie, wszystko idzie w dobrym kierunku.
     

Jeszcze raz dziękuję Wam za pomoc i wsparcie

zapraszam do Warszawy na kawkę

Leithciak

59 komentarzy:

  1. Kuźwa, nóż w kieszeni się otwiera. Osobiście rozwalił mnie fragment, że dziewczyna jest chora na raka. Przy umowie rodzina Młodej twierdziła, że jest zdrowa. Nawet, jeśli dziewczyna byłaby chora na dany nowotwór, to nie usprawiedliwia to jej zachowania. Owszem, być może rzeczywiście zasługuje na trochę więcej uwagi i przyjemności, aczkolwiek czyn karalny jest czynem karalnym.
    Trzymaj się, Leitho. A Panią Adwokat mentalnie można pocałować w D...

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli po prostu gra/manipulacja, mająca na celu wystraszenie Ciebie, że niby nie masz żadnych szans w Sądzie. A jednak, jak sama na zielono zaznaczyłaś, na wszystko masz odpowiedź i przedstawione przez szanowną panią adwokat argumenty są oparte na bzdurach. No, jako adwokat, będzie próbować bronić swojego klienta, lecz "niestety", na tym polu bitewnym Ty jesteś na wygranej pozycji, gdyż doszło do popełnienia przestępstwa. Jedyne, czym mocno Nieletnia może zagrać, to-to, że jest chora i może spróbować wziąć Sędziego na litość.
    Oburza mnie fakt, w jaki sposób pani adwokat się do Ciebie zwracała. Napisaniem raz, że Nieletnia nie dostała żadnych korzyści materialnych, a potem o radości zyskiwanej z świadomości, iż jednak ludzie ją czytają, podważa Twoją kompetencję. Jest to bezczelne zachowanie.
    Pozdrawiam,
    Layali N.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS Pani adwokat sądzi/uważa, że Nieletnia ani wcześniej takiego czynu nie popełniła, ani w przyszłości na pewno już nie popełni. Cóż, ja mówię: gówno prawda, gdyż owszem, dziewczyna dopuściła się już czegoś podobnego. Chociażby w plagiatowaniu samego bloga, o czym nam pisałaś; Młoda skopiowała treść bloga, oraz szablon, a nawet chciała przejąć po Tobie adres. Jej blogiem zajął się Onet, co ona z pewnością zauważyła, dostając m.in powiadomienie na poczcie, a więc już wtedy spotkała się z konsekwencjami stanowczo mówiącymi jej, że jest to złe. Jakie wyciągnęła lekcje? Żadne, a jedynie dalej zaczęła "pisać" książkę.
      Layali N.

      Usuń
    2. No nie do końca. Umowę podpisała w maju 2012 i w podobnym czasie dostałam maila od "Onetu" bym podała hasła. Gdy to się nie udało, napisała do mnie po dwóch miesiącach, w lipcu, bym oddała jej domenę. Dopiero wtedy znalazłam jej bloga i zgłosiłam go do Onetu, by go usunęli. Gdy "zauważyła, że robi źle" i skasowali jej bloga, praca wydawnictwa nad wydaniem książki trwała już w najlepsze.

      Usuń
    3. Aham. No ale to wciąż działała perfidnie i świadomie, bo takie czyny - wyłudzanie oraz prośba o przejęcie adresu - to właśnie próba pozbycia się dowodów. Tak więc niech nie pitolą, że nie wiedziała co robi. Zresztą, kradzież to kradzież, nie wierzę, aby naprawdę była tak głupia i nikt nigdy w szkole czy w domu nie powiedział jej, iż podpisywanie się pod czyimś tekstem/pracą nie jest złe.
      Ech, wszyscy to wiedzą. Wszystko jest czarno na białym napisanie, że jest winna i kręci, byle tylko wyjść bez winy. To nie może mieć złego (dobrego dla niej) zakończenia...
      Layali N.

      Usuń
    4. Może i będzie miało. Tak wygląda prawo w naszym kraju. Nie chodzi o to, by zadośćuczynić szkody wyrządzone przez nieletniego, tylko zastanowić się, czy aby się go nie zrani karząc go.
      Wątpię, bym coś swoim pismem ugrała.

      Usuń
  3. "Na marginesie wskazuję, że pokrzywdzona błędnie oznaczyła w zażaleniu strony postępowania.
    Wobec powyższego zażalenie jest bezzasadne i nie zasługuje na uwzględnienie"


    JA na marginesie wskazuję, że strasznie pierdolisz. Wobec powyższego ch*j ci w d*pę, bo sama nie zasługujesz na uwzględnienie <3


    Trzymaj się, Leithciaku

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej.
    Czytałam całe opisywane przez Ciebie zajście oraz list Pani Adwokat-Kretynki i dochodzę do wniosku, że trochę się z tym cackasz. Na Twoim miejscu już dawno wzięłabym pożyczkę z banku i będąc pewną, że wygram sprawę (bo wbrew temu jak to wygląda sprawa jest banalna i w pełni na twoją korzyść) zapłaciła prywatnemu prawnikowi. Gdy cały aspekt prawny zostałby zakończony dostałabyś odszkodowanie, którym spłaciłabyś pożyczkę. I już, po krzyku.
    Nie znam się jakoś wybitnie dobrze na takich sprawach, ale jestem w klasie maturalnej na profilu prawniczym i szczerze wykorzystałam twój przypadek. Opisałam całą tą sytuację na mojej lekcji WOS-u i wspólnie, po krótkiej debacie doszliśmy do wniosku, że opcja opisana ci wcześniej jest opcją najlepszą i najszybszą.

    Trochę więcej myślenia, trochę mniej sapania, rudzielcu.
    Trzymam kciuki i buziaki

    Shi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwsze - wygrana wcale nie jest pewna. Wszystko co do tej pory się wydarzyło, świadczy o tym, że polskie prawo nie działa na moją korzyść. Wystarczyłoby, że Młoda miałaby lepszego prawnika albo sędzią byłaby głupia baba, a przegrałabym sprawę.
      Po drugie - mogłabym dostać mniejsze odszkodowanie, niż pożyczka z procentem.
      Po trzecie - jeśli masz choć trochę pojęcia o prawie, to wiesz, że takie sprawy ciągną się latami. Znajdź mi miejsce, które udzieli pożyczki z niskim procentem bezrobotnej studentce na okres 5 lat.
      Po czwarte - łatwo jest kogoś namawiać do ryzyka, gdy to nie Ty możesz pozostać na lodzie z zszarganymi nerwami i ogromnym długiem do spłacenia. Jesteś na tym profilu - gratuluję, chcesz zarabiać pieniądze. Ale mój prawnik też by chciał, i ich usługi nie są tanie.

      Jak jesteś taka pewna, to sama weź tę pożyczkę :) obiecuję, że oddam (jeśli wygram).

      Wbrew pozorom debata na Wos-ie w liceum ma się nijak do rzeczywistości, i uważałabym jednak z tym przekonaniem o swojej racji/optymizmem, bo to się źle skończy.

      Ja nie sapię.

      Dziękuję za trzymane buziaki

      Leitha

      Usuń
  5. Natrafiłam na Twoją historię na Piekielnych. Parę lat temu czytywałam Twojego bloga (jeszcze na starym adresie - więc nie od razu skojarzyłam, że jesteś tą samą Leithą). Pamiętam, że bardzo lubiłam Twój styl oraz bohaterów, nawet brałam udział w którymś konkursie (ach, młode, szalone lata...)
    Niezwykle przykro jest mi teraz czytać o tym, co się u Ciebie dzieje. Nie mam niestety zbyt wiele do zaoferowania - ot, kilka linijek tekstu i wysyłanie pozytywnych fal mózgowych. Mam nadzieję, że uda Ci się znaleźć jakiegoś prawnika, który weźmie sprawę za procent od wygranej albo wpis do portfolio.
    Trzymam kciuki i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Wygląda na to że uzasadnienie pani adwokat to próba brania na litość - ona była ciężko chora więc się jej nie czepiajcie, bo będzie jej smutno.

    Parę lat temu w Białej Podlaskiej była taka sprawa, że poeta znalazł swój wiersz w lokalnej antologii poetyckiej, tyle tylko że nikomu nie wydawał zezwolenia na publikację. Podał wtedy wydawcę do sądu żądając odszkodowania w wysokości łącznej ceny wszystkich egzemplarzy. Zdaje się że sprawa skończyła się ugodą i jakimśtam odszkodowaniem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Sąd karny i Pani adwokat bardzo dobrze Ci napisali, wszystko zgodnie z duchem i literą prawa, nie ma sensu karać tak młodej osoby.
    To czego szukasz to droga sądowa otwarta w sądzie cywilnym, pozew o ustalenie istnienia prawa (w Twoim przypadku praw autorskich) na podstawie art. 189 k.p.c. Z takim wyrokiem idziesz do wydawnictwa i mówisz: "Panie a czemu to nie moje nazwisko jest na moim dziele" i albo prostują albo pozew o plagiat + odszkodowanie. Podpierasz wszystko postanowieniem sądu rodzinnego (bo to jest w gruncie rzeczy rozstrzygnięcie na Twoją korzyść, tylko z tego co rozumiem sąd odstępuje od wymierzenia środków wychowawczych), który stwierdza winę nieletniej i voila.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja&#39;n&#39;wary19.11.2014, 18:50

    Wydaje mi się (nie żebym był prawnik), że powinnaś na spokojnie przemyśleć i uporządkować sobie czego oczekujesz po tej sprawie, jeśli chcesz ją dalej ciągnąć. W zasadzie to powinnaś już to zrobić przed pierwszym podejściem do wydawnictwa ale wiadomo jak się nie ma praktyki.

    Dobrze wskazujesz, że otrzymałaś przeprosiny od wydawnictwa, a nie od sprawczyni. Więc powinnaś na to zwrócić uwagę w zażaleniu, że chcesz tego od jednych i drugich oraz najlepiej w określonej przez siebie formie (bez przesadnych szaleństw w stylu 'po głównym wydaniu Wiadomości TVP' ale adekwatnie do sytuacji). Plagiatorka to dziecko ale postawa rodziców zasługuje na srogie potępienie.

    Możesz też zażądać wykazania jaki przychód z książki ma wydawnictwo. Jeśli ich intencje są uczciwe, nie powinni mieć z tym problemu. To może pomóc Ci oszacować potencjalne odszkodowanie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Spróbuj tutaj, to poradnia prawna dla studentów https://www.facebook.com/APP.UW?fref=ts

    OdpowiedzUsuń
  10. Zaskoczyło mnie to, że ich wniosek jaki przekazują w odpowiedzi brzmi:
    tak, ukradła i przyznaje się, że jest złodziejką ale na tym złodziejstwie mało zarobiła tak więc nie karajmy jej.

    O rany to znaczy, że jak kradnę, ale mi się nie powiedzie i nie ukradnę tyle ile będę chciał to hulaj dusza kary nie ma?

    OdpowiedzUsuń
  11. Twoją sprawą zainteresowały się fanpejdże m.in. Czytamy polskich autorów. Sprawę monitoruje też Monika Czaplicka, więc rozgłos masz w banku. Na grupie Social Media został poruszony ten problem. Bellona przeprasza i wycofała nakłady u siebie #leithowewiadomości

    OdpowiedzUsuń
  12. Cześć! Wbrew temu co ludzie piszą- sama znam adwokata który by się tego podjął, ale jest z Gdańska :/. Rozmawiałam z nim i powiedział, że on zająłby się tym za darmo, w sensie - wygrasz - wtedy płacisz.
    Dlatego uważam ze warto szukac pomocy u darmowych radców prawnych i adwokatów. Często działają oni w instytucjach pomocy społecznej, wystarczy pogooglować gdzie masz najbliżej, są określone dni i godziny - lub uderzyć do dobrej kancelarii, przedstawić sprawę i umówić się ze honorarium będzie z zysków. Trzymaj się Maleńka i nie poddawaj, bo jeżeli się poddasz- totalnie stracę wiarę w sprawiedliwość

    OdpowiedzUsuń
  13. Warto przeczytać - mała analiza prawna oparta na Twojej sprawie ;)
    http://www.prawowita.pl/2014/11/walka-z-plagiatorem-poradnik-dla-tworcy.html

    OdpowiedzUsuń
  14. (1/2) Mnie najbardziej rozbawił fragment o tym, że jest sumienna, kochająca, ma dobre oceny w szkole i w ogóle to nie ma szans, żeby stosować wobec niej obowiązujące prawo. Pani adwokat trzeba chyba przypomnieć wiele komentarzy sąsiadów i znajomych osób, które dopuszczają się przestępstw. 90% opinii o takich osobach to te w stylu "z dobrego domu", "nic nie wskazywało na takie problemy" itp. Prawo jest od tego aby je przestrzegać, a nie naginać je pod młode, rzekomo nieświadome i niewinne osoby.

    Może i dziecko nie powinno być surowo karane, jeżeli nie robiło tego z pełną premedytacją gdyby nie jedno... Ktoś ją przecież do ciężkiej cholery reprezentuje! To nie jest tak, że ona jest nietykalnym bytem zawieszonym w przestrzeni. To dziecko jest w umowie z wydawnictwem reprezentowane przez odpowiedniego opiekuna prawnego i to on powinien odpowiadać za to co się w tej sprawie dzieje. Skoro ma ona taki dobry kontakt z rodzicami to raczej wiedzieli oni co ona pisze, o czym, pytali czym się inspirowała i najważniejsze - przeczytali to "dzieło". Tak bezkrytycznie wszystko przyjęli co zawarła na stronach? Nie zadawali żadnych pytań przed podpisaniem umowy z wydawnictwem czy to na pewno w 100% jej tekst? Wierzyć się nie chce. Ktoś na tym zarobił, a gdzie są pieniądze tam nie ma miejsca na pobłażanie i udawanie, że sprawy nie ma, „bo to dziecko”. Ile by ich nie było, to zawsze korzyść majątkowa, która nie powinna być przez nich odniesiona. Więc o ile dziecko nie powinno być może surowo karane (choć list z przeprosinami chyba nie jest ujmą na honorze czy czymś wymagającym wielkiego zaangażowania, gdy wydało się książkę pod własnym nazwiskiem) to osoby, które w jej imieniu podpisały umowę, a i owszem. To ich wina, że nie znały stanu prawnego owego "dzieła".
    Jak kupię coś od osoby, która nie jest właścicielem tej rzeczy to nikogo nie interesuje, że byłem nieświadomy, iż kupuję od kogoś nie będącego właścicielem. Sam jestem paserem, rzecz jest mi zabierana, a ja mogę potem sobie wyjaśniać sprawy z osobą, która mi to sprzedała.

    OdpowiedzUsuń
  15. (2/2) Urzekł mnie fragment, że gdyby wiedziała o tym, że robi źlae (od podstawówki uczą, że przepisywanie prac i przypisywanie sobie ich autorstwa jest złe) to nie skorzystałaby z nieswoich słów. Problem w tym, że wtedy nie byłoby książki i być może nie byłoby też całej sprawy.
    Aspekt finansowy może i nie był dla niej ważny, ale ważny był zapewne dla reprezentujących ją rodziców, o których cały czas w tekście pani adwokat, w kontekście opiekunów prawnych nie ma słowa. Gdyby nie był to po co było im wydawać książkę? Mogła tekst udostępnić za darmo w Internecie nawet w postaci e-booka. Ba, podejrzewam, że w ten sposób mogłaby uzyskać nawet większy rozgłos, a skoro zależało jej głównie na popularności i podreperowaniu swojego ego to takie wyjście byłoby nawet lepsze...
    W innym fragmencie widnieje tekst, w którym pisze o "incydencie w życiu" i "niedostatecznym rozeznaniu". Jeżeli była na tyle dorosła, by wydać książkę to niech będzie również na tyle dorosła, by stawić czoła problemom dorosłego świata, w którym się książki wydaje. Może to i bezwzględne, ale taki już jest ten świat.

    Swoją drogą - jeżeli zdecydujesz się na drogę cywilną (nie widzę przeszkód, sąd przecież przyznał, że dopuściła się ona plagiatu) nie odpuściłbym też wydawnictwu. Nie może być tak, że wydawnictwo odnosi korzyść w każdym przypadku, nawet plagiatu (swoją część przychodów na pewno mają), a wszelkie problemy związane z ewentualnymi zawirowaniami prawnymi ma tylko podający się za autora. Zagłebiająć sprawę widziałem jeden z artykułów z okolic 2012 roku, w którym te wydawnictwo tłumaczyło się z plagiatu w dokładnie ten sam sposób - wydają ok. 300 książek i nie mogą być ze wszystkim na bieżąco, by zweryfikować sprawę.

    I tak zupełnie na koniec - szkoda, że tak mocno dbamy o fizycznie istniejące rzeczy i nie wyobrażamy sobie, a wręcz reagujemy oburzeniem, że ktoś nam coś kradnie, a potem to sprzedaje, a w społecznym odczuciu nie szanujemy w ten sam sposób prawa autorskiego. Być może dzieje się to z powodu braku "namacalności" takich praw i abstrakcyjności pojęć z zakresu prawa autorskiego.
    Powodzenia i nie odpuszczaj.

    OdpowiedzUsuń
  16. Hmm... a co z zasadą "nieznajomość prawa szkodzi i nie zwalnia z przestrzegania jego zasad". Pani prawnik najwyraźniej o tym zapomniała...

    OdpowiedzUsuń
  17. Plagiat to zawsze plagiat. Jedynie, co można teraz zrobić, to wydać bloga prawdziwej autorki, zaś powieść malolaty wycofać że sprzedaży. Informacja o tym, co zrobiła małoletnia powinna zostać podana do publicznej wiadomości z uwzględnieniem nazwiska.

    Tak naprawdę, to malolata już ma spaprane życie, bo bez trudu można znaleźć w internecie i pewnie nic nigdy więcej nie wyda. Jest tylko kwestia prawdziwej autorki - trudno ocenić szkody jakie poniosła, wystarczy wziąć pod uwagę "pięćdziesiąt twarzy Greya", potencjalnie mogło chodzić o miliony złotych.

    OdpowiedzUsuń
  18. Czytam twojego bloga od paru lat. Żałuję, że nie zostawiłam nigdy komentarza. Bo opowiadanie ci teraz, jak bardzo przejęłam się twoją historią zabrzmi zbyt pusto.
    Ty jesteś tu mistrzynią słowa, moje są nieadekwatne. Brak mi ich, po prostu.

    Wysyłam ci trochę grosza. Nie umywa się to pewnie do czasu, jaki poświęciłaś na swojego genialnego bloga i na tą całą sprawę. Ale czułabym się głupio, gdybym nic nie zrobiła.
    Gdyby twój blog był książką, kupiłabym go. Każdy tom.
    Mam go jednak za darmo, o każdej porze dnia i nocy. Towarzyszył mi przez sporą część mojego życia.

    Nigdy go nie zapomnę i za to ci dziękuję.

    Ściskam i życzę powodzenia,
    MK

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo miłe słowa. Dziękuję.

      Jeśli kiedyś byś czegoś potrzebowała albo miała pomysł na zadośćuczynienie/prezent dla siebie (rysunek, krótkie opowiadanie), to wal jak w dym.

      I przepraszam za opóźnienie z rozdziałem, nieszczęścia chodzą parami. Jakbyś wysłała mi maila, to mogłabym chociaż Ci wysłać połowę przyszłej notki. Nie wiem, kiedy będę miała czas, aby ją dokończyć.

      Pozdrawiam serdecznie
      i bardzo dziękuję,
      Leitha

      Usuń
  19. Jestem studentką filologii polskiej i za plagiat wylatuje się z uczelni na zbity pysk (nie tylko z polonistyki, tyczy się to wszystkich kierunków studiów), co więcej - jest się spalonym, tej plakietki już się nie pozbędzie. Ostatnimi czasy średnio co pół roku słyszę o profesorach, którzy dokonali plagiatu w swoich pracach i w związku z tym ich tytuły naukowe zostały najnormalniej w świecie cofnięte. Dlatego nie rozumiem dlaczego ludzie tak się cackają z ukaraniem dziecka. Tym bardziej, że polski sąd bez zastanowienia zamyka za kratami faceta (niepełnosprawnego umysłowo, a więc chorego jak ta małolata i zatrzymanego bodajże na poziomie kilkuletniego dziecka), który "ukradł" batonika za 1,99zł. Wow.
    Wracając do tego co studiuję, młodsi wykładowcy lubią takie "smaczki" - przepraszam za niefortunne określenie. Mam tu na myśli rozmaite artykuły napisane przez grafomanów, pożal się Boże ulotki wyborcze, a nawet książki, które wołają o pomstę do nieba. To wszystko jest jechane na zajęciach, że aż miło (jechane oczywiście z odpowiednim uzasadnieniem i w bardzo zgrabny sposób :)). Myślę, że ta sprawa zainteresowałaby wiele kompetentnych osób z mojej uczelni, wśród nich i te, które zajmują się prawem autorskim. Oczywiście nie chcę jednak robić czegoś bez Twojej wiedzy i zezwolenia. Sprawa sama w sobie jest dość cicha, mimo że ciągnie się miesiącami, dopiero dzisiaj o niej przeczytałam i jestem bardzo zbulwersowana. Być może rozgłos (uświadomienie innych osób?) pomógłby Twojej sprawie, zwłaszcza ten w polonistycznym, wydawniczym światku.

    Pozdrawiam Cię cieplutko! Bądź dzielna i wytrwała. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że fala rozgłosu już na szczęście minęła. Co do analizy polonistycznej - naprawdę byłaby interesująca. Nie wiem jednak, czy nie potrzebna by była znajomość mojego bloga - oryginału, aby wysunąć niektóre wnioski.

      Książka jest pełna błędów stylistycznych i literówek (np. w imionach postaci), które znalazłby każdy wykształcony człowiek. Przypisy dot. japońskich wstawek (potraw, alkoholi, broni) są zerżnięte słowo w słowo z Wikipedii. Pojawiają się źle użyte związki frazeologiczne oraz nielogiczne sformułowania, typu "zachodzące za horyzont promienie słońca" (nie zza horyzontu), "rozbłysła matowa stal" (błyszczące i matowe jednocześnie) a potem coś "nie sprawiało na niej wrażenia" (coś może sprawiać wrażenie, że jest jakieś, a na kimś może robić wrażenie). Jest masa potknięć logicznych, zupełnie jakby Młoda nie zrozumiała, o co mi chodziło.

      Kilka przykładów:

      (u mnie, Sasuke - w myślach, do siebie, pytanie retoryczne/narzekanie:)
      "Czy ci ludzie nie wiedzieli, jaki był upał?"

      U niej, narrator wszechwiedzący, ta sama scena:
      "Ci ludzie chyba nie wiedzieli, jaki był upał?"
      Znak zapytania absolutnie bez sensu, bo to zdanie orzekające.

      U mnie Niko pomogła w czymś Sasuke, po czym wywiązał się dialog:
      N: Jaki z tego morał?
      S: To nie wstyd poprosić o pomoc...?
      N: Nie! Nie musisz prosić o pomoc, bo i tak zawsze ci pomogę! :)


      U niej, podobna sytuacja, bohaterka pomogła, ale mówi:
      "Nie proś o pomoc, bo i tak ci NIE pomogę"
      Co absolutnie nie ma sensu w zaistniałej sytuacji.

      I masa podobnych, łącznie z tym, że niektóre fragmenty i sceny zostały skopiowane do książki dwa razy. W jednej trzeciej bohaterowie kłócą się na temat słodzenia herbaty, chłopak słodzi, a bohaterka nie, a już w dwóch trzecich to ona słodzi, a on się oburza, że to psuje smak napoju.

      Mam jutro spotkanie z osobą z Twojego kręgu (siebie uważam za umysł ścisły). Próbowałam się przygotować, przejrzeć jeszcze raz to dzieło, ale mózg mi się lasuje. Nie polecam tego nikomu i nie wiem, czy warto się z tym męczyć. To taka zabawa, jak kopać leżącego. Znęcanie się, po prostu.

      No ale masz prawo szukać rozrywek gdzie chcesz, więc zabronić nie mam jak. To nie moja powieść (absolutnie) :P

      Pozdrawiam
      Leitha

      Usuń
  20. Na takich "prawników" kryminaliści mówią "papugi", co świetnie oddaje ich mentalność i sposób działania. Na to, co przeczytałem w piśmie - nie znajduję kulturalnych słów, a "łaciny" nie będę tu używać. Jak już wcześniej napisali inni komentujący - próba manipulacji, zastraszania, wzięcia na litość. Bardzo łagodnie rzecz ujmując. Dosadniej - sprzedajna menda, która wbrew faktom, prawu i zdrowemu rozsądkowi pisze co jej kazali, bo dostała od rodziców "ałtorki" jakieś judaszowe pieniąchy.
    "Panią adwokat" (jeśli rzeczywiście jest adwokatem, a nie radcą prawnym - wtedy metoda działania byłaby nieco inna) można nieco ukrócić - istnieje taki ciekawy twór zwany Naczelną Radą Adwokacką, a w jego skład wchodzi między innymi komisja etyki. Nie miałem z nimi do czynienia, więc ciężko się wypowiadać, ale zawsze można się skontaktować i poinformować o zaistniałej sytuacji. Być może nawet zadziałają i upomną "panią adwokat", żeby się nieco opanowała w swoich zapędach.
    Za komentarze dołączone do wypocin "pani adwokat" - wielkie brawo. Szczególnie uwzględnienie znaku zodiaku "ałtorki" ubawiło - OLBRZYMI PLUS za zachowanie dystansu i sarkastycznego poczucia humoru w tej absurdalnej sytuacji. Tego się trzymaj, bardzo pomaga.
    Rad czy sugestii nie będzie - mimo najlepszych chęci nie wymyśliłem nic, czego nie byłoby można przeczytać we wcześniejszych komentarzach. Jedno jest pewne: nagłaśnianie całej sprawy gdzie się tylko da to dobry pomysł, im więcej szumu, tym więcej ludzi wie o sprawie i większy obciach dla "ałtorki", jej rodziców, wydawnictwa, sądu i "pani adwokat". Od dawna stwierdzam, że ośmieszenie to chyba jedyna rzecz, jakiej się takie osoby obawiają, bo nic innego nie skutkuje.
    Cały czas Ci kibicuję i trzymam kciuki za powodzenie w tej batalii - choćby dlatego, że czasem też jakieś swoje rzeczy piszę i potrafię sobie wyobrazić, co przechodzisz. Nie daj się zakrzyczeć i zawalić pismami, w razie potrzeby daj znać, w czym można pomóc.

    OdpowiedzUsuń
  21. Uhm, od czego by tu zacząć... Powiem po prostu, że uwielbiałam Twoje opowiadanie, dialogi bohaterów, klimat, pomysły...Opisami gotowania zainspirowałaś mnie jako jedenastolatkę do gotowania zup, nauczyłam się o grupach krwi i praktycznie rzucałam się na każdy rozdział. Może pamiętasz, jak kiedyś wymyśliłam określenie F.L.Y. . Hahhhahah, jak ja na to wpadłam, nie mam pojęcia, ale dobra, byłam dzieciakiem, no to niech będzie. Cóż, tak jak minęła fascynacja Naruto i przerzuciłam się na inne, ambitniejsze (lub i niexD) anime to też opowiadanie przestałam czytać. Ale to niezbyt ważne, w każdym razie, manga Naruto się skończyła, no to pomyślałam, że zobaczę czy blog jeszcze jest no i kiedy zapoznałam się z historią to miałam blue screen of deathC: (A opis na okładce książeczki jest po prostu golden, parsknęłam śmiechem po przeczytaniu go i jeszcze kilka razy na wspomnienie.) Bardzo się cieszę, że mogłam wesprzeć Cię poprzez Paypala, z całego serca życzę powodzenia, w końcu moje dobre wspomnienia z dzieciństwa są związane z TWOIM opowiadaniem, a nie kogokolwiek innego.
    ~Risies

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha Fanki Leithy Yoł xD Pamiętam.
      Boże, jak to dawno było :,-) łezka się w oku kręci.
      Cieszę się, że umiliłam Ci dzieciństwo swoim porąbanym opowiadaniem.

      Dziękuję bardzo za wpłatę. :3 <3
      Grosz do grosza, a będzie kokosza. Moja babcia tak mówi.

      Usuń
  22. Współczuję Pani. Ze swojej strony zgłosiłem w księgarniach gdzie mam konto czyli w Matrasie, Empiku i Merlinie. Mam nadzieję, że wycofają książkę ze swojej oferty.

    Pozdrawiam, życzę Pani wszystkiego najlepszego a Agata Romaniuk jest na mojej krótkiej, czarnej liście ;) ,
    Paweł

    OdpowiedzUsuń
  23. Nigdy nie czytalam Twojego bloga, nie te klimaty, ale bardzo, bardzo Ci wspolczuje.
    Trafilam tutaj z gazeta.pl

    Cala historia z "chwytliwym" manipulatywnym (niestety) tytulem wisi na glownej.

    http://wyborcza.pl/1,87648,17067436,Chora_na_raka_13_latka_przepisala_powiesc_z_cudzego.html#BoxSlotI3img

    Spoleczenstwo (tak wynika z komentarzy) jest rowniez oburzone postepowaniem Nieletnich, a wyborcza, mimo wszystkich wad, to potezny portal, moze teraz bedzie Ci latwiej znalezc pomoc. O ile jeszcze nie znalazlas.

    Pozdrawiam i zycze powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  24. Powinnas jeszcze dobrac sie do dupy wyborczej za ich artykul, bo to jest granda http://wyborcza.pl/1,87648,17067436,Chora_na_raka_13_latka_przepisala_powiesc_z_cudzego.html?utm_source=facebook.com&utm_medium=SM&utm_campaign=FB_Gazeta_Wyborcza oczywiscie biedna dziewczynka 13 lat rak bardzo, autorka taka zła, ze meczy dziecko z rakiem. Rzygac sie na to chce, naprawde jest to obrzydliwe i mam nadzieje, ze ta smarkula zostanie ukarana.

    OdpowiedzUsuń
  25. Pisz do autora prakreacja.pl - zajmuje się prawem własności intelektualnej i chetnie pomaga!

    OdpowiedzUsuń
  26. Witaj. Zaledwie chwilę temu przeczytałam artykuł dotyczący Twojego problemu: http://wyborcza.pl/1,87648,17067436,Chora_na_raka_13_latka_przepisala_powiesc_z_cudzego.html
    Bardzo Ci współczuję. Zamierzam udostępniać ten artykuł na facebook'u co jakiś czas. Niedługo poszukam też Twoich słów z Piekielni. Chcę zrobić jak najwięcej, aby Ci pomóc :) Postaram się również skrobnąć notkę na moim małym blogu (co prawda mało kto go czyta, gdyż jest on o tematyce yaoi/yuri, ale każda osoba się chyba liczy :3 ).
    Jeśli przyjdzie mi do głowy jeszcze jakiś pomysł mogący Ci pomóc, to postaram się go zrealizować - ja sama boję się samej myśli o takim horrorze, jaki Ci się przytrafił.
    Wiadomo, że licencje i prawa autorskie to skomplikowany temat, a naruszanie ich to ,,delikatna" sprawa. Jednak uważam, iż nie należy się poddawać!
    Bardzo Ci współczuję i trzymam za Ciebie kciuki (mhrrau, i będę mieć sporo do czytania przez całą noc <3).
    Serdecznie pozdrawiam,
    Sarabeth M.

    chamska reklama: nie-tylko-yaoi-czlowiek-zyje.blogspot.com (postaram się napisać o tej całej sytuacji)

    OdpowiedzUsuń
  27. O jasny gwint. Ja tu tez z Gazwyba [tytul celowo prowokacyjny, sam artykul troche bardziej wywazony, komentariat twardo po Twojej stronie]. Po lekturze tfurczosci tej prawniczej szui chce mi sie dzgac. Odwagi, trzymaj sie i walcz o swoje!

    OdpowiedzUsuń
  28. Trafilam tutaj przypadkiem ale pierwsze zdanie jakiego nauczono mnie na prawoznawstwie 10 lat temu brzmialo : nieznajomosc prawa nie tlumaczy. Walcz.

    OdpowiedzUsuń
  29. Trafilem tu po lekturze artykulu na wyborcza.pl i przeczytalem Twoja historie. Niezaleznie od tego czy wystapisz na droge cywilno-prawna, czy nie, Nieletnia sama sie juz "spozycjonowala" na rynku. Chciala byc dumna z siebie, chciala wydac powiesc i stac sie popularna - jest. Mysle jednak, ze bedzie ta swoja popularnosc przeklinac. Sprawa staje sie glosna, masz ogromne poparcie wsrod ludzi, nie tylko tych z blogosfery czy fejsa, ale i przypadkowych, jak ja. Glowa do gory, bedzie dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  30. Spróbuje tutaj https://www.facebook.com/kancelariaannamariakubiak?pnref=lhc

    OdpowiedzUsuń
  31. Fascynuje mnie prawo, że w takiej sytuacji nie wyciąga się automatycznie konsekwencji wobec opiekunów prawnych. Toż to nie przypadek, gdy dziecko bawi się piłką pod domem i coś zniszczy, albo kogoś trafi w głowę. Rodzice nie zostali postawieni przed sytuacją dokonaną. Oni aktywnie w tym uczestniczyli. Musieli coś podpisać, być na rozmowach z wydawnictwem. Nawet jeżeli smarkuli nie da się ruszyć, bo jest smarkulą - chociaż jej działania są ewidentnie w pełni świadome i z premedytacją, więc sprawiedliwość tej sytuacji jest wysoce wątpliwa! - to przecież rodzice powinni ponieść konsekwencje za oczywisty i świadomy współudział w tym szwindlu. Jeżeli są na tyle głupi, że "nieświadomi plagiatu dziecka" podpisali umowę z wydawnictwem to trudno, wiele osób ponosi konsekwencje własnej głupoty, oni też powinni.

    OdpowiedzUsuń
  32. Trafiłam tu z innej strony, która opisywała Twoją sprawę. Trzymam kciuki.

    Zdaję sobie sprawę, że cała ta jazda wydaje się być przegraną z góry, bo "chore, biedne dziecko" brzmi świetnie i każdy na to leci. Mam jednak wrażenie, że nadziei nie ma co tracić.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  33. Współczuję serdecznie! Będę trzymać kciuki by cała sprawa zakończyła się dla Ciebie korzystnie. Nie poddawaj się i walcz!
    Wysyłam wirtualne uściski!
    bocianak

    OdpowiedzUsuń
  34. O pokolenie CTRL+C/CTRL+V ma w końcu swoją aferę.

    OdpowiedzUsuń
  35. To nie pierwszy przypadek plagiatu z udziałem Bellony.
    Rafał Podraza wywalczył od nich odszkodowanie, proszę się z nim skontaktować, ma konto na facebooku.

    Tu jest to opisane:

    https://forumakademickie.pl/fa/2013/03/moralny-upadek-recenzenta/

    mniej więcej pod koniec artykułu,
    I tu:

    http://24kurier.pl/W-Kurierze/Plagiator-wsrod-elit-

    Proszę walczyć o swoje.

    OdpowiedzUsuń
  36. Zabawny, w kontekście wygibasów papugi o jednorazowym plagiacie Młodej, jest fakt przypisywania sobie przeprosin wystosowanych przez wydawnictwo, który (w pewnym sensie) też jest kradzieżą własności intelektualnej.

    OdpowiedzUsuń
  37. Wiesz, trafiłam tu z artykułu w Gazeta.pl. I choć wiem, że pewnie dobrych rad masz już wyżej uszu, to chciałabym napisać Ci jeszcze jedną. W ostatniej części piszesz o napisaniu listu do Pani adwokat, w którym wyrzucisz z siebie wszystko. W 100% Cię rozumiem, ale mam w najbliższym otoczeniu 3 prawników i z wszelkich ich rozmów wiem że znając linię ataku, perfekcyjnie przygotują swoją linie obrony. A tej w pełni nie poznasz, aż nie znajdziesz się z nimi na rozprawie. Nie bądź tam jedyna zaskoczoną. Też zostaw sobie kilka asów.

    OdpowiedzUsuń
  38. O całej sprawie dowiedziałam się właśnie z artykułu w wyborczej - gdzie faktycznie całość została pokazana jakbyś chciała "orżnąć" biedną, chorą dziewczynkę ze wszystkiego - uważam, że powinnaś napisać do nich, bo to są jakieś jaja :/ I trzymam za Ciebie kciuki, sama tworzę (ale z kolei ilustracje i grafikę) i to jest najgorsze co może twórców spotkać. Taka ciemnota i cwaniactwo panuje w naszym pięknym kraju, eh.
    Pozdrawiam serdecznie
    Ves :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Denerwuje mnie, że nasz kraj dopiero zaczyna bardzo powoli dorastać do przestępstw z kategorii "praw autorskich".

    OdpowiedzUsuń
  40. Tak się tylko zastanawiam...
    Skoro oskarżona nie jest zdemoralizowana i dobrze funkcjonuje w środowisku to chyba tym bardziej powinno się zwrócić uwagę na jej odbiegający od norm czyn, ponieważ prawdopodobnie dla niej może to być zupełnie naturalne, normalne, i jakże słuszne postępowanie.
    Bawi mnie też cały ten wywiad środowiskowy. Naprawdę po czymś takim ciężko cokolwiek stwierdzić, szczególnie kiedy rodzice zrobią wszystko, by uniknąć płacenia, więc choćby ją bili i katowali na co dzień, to nagle wszyscy będą łazić z kijem w dupie i uśmiechem na twarzy.
    Przerażają mnie polskie realia.
    Co ma do tego jej choroba, mamy jej współczuć, bo miała raka i chciała wydać książkę? Mogła napisać swój własny syf, nie musiała kraść. Autoterapia - nie słyszałam jeszcze o łamaniu prawa w tym kontekście, czego to się człowiek nie dowie z tych pism.
    I co jeszcze mnie ubodło - jak można na pięciu stronach oficjalnego pisma popełnić tak głupi błąd, jak "a w następnie". Przeczytałam to zdanie 10 razy, ale dalej nie widzę żadnego zastosowania tego nieszczęsnego "w". Brawo dla Pani adwokat.

    OdpowiedzUsuń
  41. Mogę powiedzieć tylko jedno! Walcz i pokaż im gdzie raki zimują! Trzymam za Ciebie kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  42. Nigdy nie czytałam Twojego bloga, nie moja tematyka zupełnie, ale jako bloggerka - totalnie Ci współczuję i wyobrażam sobie - jak możesz się w tak głupiej sytuacji czuć. Trzymaj się - i życzę powodzenia w dochodzeniu swoich praw. :)
    M.

    OdpowiedzUsuń
  43. Wszystko, co chciałabym powiedzieć, zostało zawarte w komentarzach poprzedników. Dlatego jedyne, co mogę zrobić, to trzymać kciuki za Ciebie i za całą sprawę, aby obrała zadowalający dla Ciebie kierunek.
    PS. A jeśli się nie uda (oby się jednak udało) - pamiętaj, że karma zadba o tą małą...

    OdpowiedzUsuń
  44. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  45. Hej :)
    Jak tam? Proszę, odpowiedz coś... W ogóle nic nie wiadomo, sprawa zdobyła rozgłos i zawisła w niebycie...
    Gdyby coś się stało, to byś napisała post, wiem. Ale przynajmniej powiedz, na jakim etapie to stanęło? Zbierania kasy na adwokata/ czekania na termin rozprawy????
    Podziwiam Cię, że dajesz radę tak długo walczyć o swoje. Tylko daj jakiś znak, czy cuś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam już prawnika. Wszystko się jednak ciągnie, i to nie z mojej winy.
      Niestety nie mogę pisać o podjętych krokach i moich planach w miejscu, na które regularnie wchodzi moja Największa Fanka.

      Będzie post gdy coś się wydarzy lub stracę cierpliwość.

      Usuń
  46. Hej pisałaś coś, że Bellona zatrzymała wysyłkę z magazynu wszystkich niesprzedanych egzemplarzy książki, nie? Tylko coś tam się jąkali, że nie mają już jak poprosić o zwrot ksiażki z magazynów księgarń które ją zakupiły. Czyli na rynku miały zostać jakieś niedobitki, które kupiłyby tylko osoby co potrafią szukać.
    Cóż, powiem szczerze, że nie miałam co robić i szukałam księgarń nadal posiadających to gówno :) na stanie. Znalazłam... 3? może 4? Ale moją szczególną uwagę przykuła ta:
    http://kupujeksiazke.pl/yakuza-blizniacza-krew-p-954080.html
    Niby nic takiego, mała księgarenka, jasne że wszystkich egzemplarzy nie wykupiono. Tylko zastanawia mnie data dodania 16 sierpień 2015. Kilka lat po zatrzymaniu wysyłki? Rozumiem, że książka nie pojawi się w każdej księgarni z dniem premiery, bo jest coś takiego jak wprowadzenie towaru na stan. Ale czekać TRZY LATA żeby wprowadzić JEDNĄ książkę?
    Zdaje mi się że bellona nadal rozprowadza to gówno :)

    OdpowiedzUsuń
  47. Nope nope nope sorry, wszystkie książki tam mają taką datę dodania. Ale to nie zmienia faktu, że nie powinni tego dealować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie udowodnię im nigdy które egzemplarze wyszły kiedy z hurtowni (nie bez sądowego pozwolenia, by zajrzeć do ich papierów). I jakbym miała się denerwować na każdą księgarnię, która sprzedaje to dzieło, na pewno nie zaczęłabym od tej.

      No zobacz, jak to wygląda... ಠ_ಠ
      Czy oni mają w nagłówku zarejestrowaną Copyrightem nazwę wydawnictwa, która NIE JEST ICH, z dodaniem znaku copyrightu?! I czy w użytym w nazwie foncie brakuje polskich liter (bo ktoś robił nagłówek w Paint'cie)?! Czy fantazyjnie pochylona nazwa domeny jest napisana Comic Sansem, najżałośniejszym z fontów? Największym faux-pas grafika? Koszmarem designerów? Żartem na salonach?
      Tak.
      Ta strona ma większe problemy niż zapas kiepskich powieści.
      Spokojnie Świat Książki (wykupiony przez Bellonę, ha!) mógłby wytoczyć im sprawę za używanie ich znaku firmowego. W dodatku bezczelnie oprawionego: (c) :,-)

      Usuń